Nie wim czy ktoś gdzieś kiedyś w jakimś miejscu przeżył taki odjazd muzyczny, że klub parował, a skraplająca się para kapała na czoło dając zbawienną chwilę zimna ,które trwało krócej niż sekundę.
Kocham tamte wspomnienia , które coraz częsciej do mnie wracają z siłą jak bumerang.
Znalazłam kilka zdjęć z tamtego miejsca położonego na dawnych basenach “skry”…miejsca do którego nikt nie mógł trafić po prostu.
selekcja ostra i sami wielcy za gramofonami – w tym miejscu poznałam miłość mojego życia , tam postanowiłam że też będę grać, tam rodziły sie najbardziej obłędne pomysły….



był też ogromny taras z widokiem na przepusty basen 
Mieszkałam tam kiedyś… i wszyscy żyli w zgodzie i
wszyscy się bawili.